czwartek, 28 listopada 2013

Moja trzydziestka
To jest najzupełniej niemożliwe! Ta okoliczność i ten list.
Te liczby i gratulacje i życzenia dobrego życia, także osobistego.
Zawsze miałam dobre życie, nawet jak się nie układało. Ktoś się pomylił, jak wypisywał tę liczbę.  To niedorzeczne. Wczoraj kupowałam w sportowym sklepie czapkę i rękawiczki , żeby nie marznąć,  gdy biegam!
(Nie kupiłam, taka kasa za taki prawie gadżet?  Ale nie o to teraz chodzi)
Okrągłe 30 lat. Taki jubileusz w pracy, to moi rodzice chyba, a nie ja.
Dobrze pamiętam.  Byłam wystraszona, a rano zmarzłam na przystanku. W innym mieście. Nie wiodło się na początku, ale szybko się odmieniło. Ktoś wyciągnął dobrą kartę. I wtedy pełna satysfakcja. W niedzielę wyjazd na rosołek, uśmiech dzieci i dyskusje po świt. Przy winie, lub bez. Albo przy czymkolwiek. I działo się, działo.  I nic się nie zmieniło. Przychodzą Przyjaciele, obieramy seler, kroimy na kawałeczki, do tego listek i ziele i gałka, no, może kawałek pietruszki. I długo gotujemy. Ważne, żeby w mleku i miksujemy. I już jest. Oryginalne, proste i pięknie wygląda przy zielonej sałacie i awokado. Grasz w zielone? Gram. Masz zielone? Mam. Wszyscy lubią. Co Ty mówisz? Że na niedzielę to samo? Nie, coś innego. Choć też pogramy w zielone.
Nie, nie zabiorę tego dokumentu do domu. Jest taki nierealny i dotyczy przeszłości. Przeszłość to przeszłość i już się wydarzyło. I nikt nie wie co będzie. Tyle tylko, że normalnie obudzi mnie jutro budzik. Jak zawsze za wcześnie. Obliczę, ile takich szarych poranków zostało do soboty. Piątek! Nie zaklnę. Po południu zaniosę kożuch do pralni, wyjdę na spacer. Z psem. Albo z mężem. Albo od razu siądę do komputera. Westchnę: och to już 44 posty! A dopiero zaczynałam!
I perspektywa pozostanie długa, horyzont nie przysłonięty, będzie świeciło słońce, choć na dworzebędzie pochmurnie. Jesiennie. Niechby choć śnieg spadł!